Obudziłam się z wielkim bólem głowy. Ale co tu się dziwić, po wczorajszym zdarzeniu to bardzo możliwe. Rozglądałam się po pokoju Rydel. To bardzo ładne pomieszczenie, takie kolorowe, żywe i gustowne. Znam ją dopiero jeden dzień, ale już teraz bardzo lubię, tak jak Rikera, bo reszty tak na prawdę nie znam. Może dziś nawiążemy jakiś kontakt, wydają się fajną rodzinką.
Powoli wstałam z łóżka, spojrzałam na zegarek który wskazywał godzinę 9:27.
Postanowiłam się ubrać w czyste ubrania...chwila, nie mam czystych ubrań. Kurde...Nie mogę też założyć tamtych bo bluzka jest umazana krwią. Jak Riker we mnie wjechał to uderzyłam się w głowę i rozcięłam sobie łuk brwiowy. No cóż....idę na śniadanie w piżamie. Zeszłam na dół i poszłam do kuchni. Wszyscy siedzieli przy stole, jedli śniadanie i byli normalnie ubrani, tylko oczywiście Livia musiała być w piżamie.
-Ooo....Livia przyszła! Siadaj - zaprosił mnie Ross. Postanowiłam, że poproszę Rydel o coś do ubrania, ale zrobię to po śniadaniu.
Usiadłam pomiędzy Rikerem a Rossem. Wzięłam jedną z kanapek z serem i sałatą leżących na talerzu przede mną i zaczęłam jeść. Potem wzięłam jeszcze jedną, tym razem z szynką i pomidorem. Wypiłam herbatę, a w między czasie gadałam z chłopakami o różnych rzeczach. Riker przeprosił mnie już ze 153 razy, a dzień się jeszcze nie skończył...Wstałam od stołu, zabrałam mój kubek oraz talerz i wstawiłam do zlewu, obok którego stała pani Lynch. Uśmiechnęła się do mnie i puściła mi oczko. Panie Stormie to bardzo miła kobieta.
-Rydel, mogę cię prosić na słówko? - rzuciłam do dziewczyny po zjedzonym posiłku.
-Jasne.
Wyszłyśmy z kuchni i poszłyśmy do salonu.
-Rydel mam taką małą prośbę. Bo wczoraj po tym wypadku moje ubrania są w krwi...
-Jasne, że ci dam jakieś ciuszki. Chodź idziemy do mnie! - odpowiedziała chociaż nie powiedziałam do końca o co mi chodzi.
Weszłyśmy do sypialni, Rydel podeszła do swojej ogromnej szafy i ją otworzyła a ja zaniemówiłam. Jeszcze nigdy w życiu nie widziałam tylu ubrań! Od koronek po falbany aż do skóry. Było tam dosłownie wszystko.
-Jacie - tylko tyle potrafiłam wydusić.
-No co? Kobieta musi mieć się w co ubrać...
-Oj tak! Tu nie mogę się nie zgodzić.
-No to wybieraj. Możesz wziąć co tylko chcesz.
-No bez jaj. To twoja szafa, ty mi coś wybierz....dziwnie się czuję, nie będę ci grzebać.
-Ale kiedy ci na to pozwalam to nie jest już grzebanie - rzekła i uśmiechnęła się szeroko.
Stanęłam przed tym ''rajem'' i zaczęłam oglądać. Wszystko dokładnie i po kolei. W końcu wybrałam długie czarne jeansy, białą koszulkę na ramiączka z napisem i krótką granatową bluzę, sięgającą tylko do talii. Zabrałam wszystko i ruszyłam w stronę łazienki,
-Rydel?
-Tak?
-Masz może tusz do rzęs? - spytałam nieśmiało
Dziewczyna wróciła do pokoju, pogrzebała w szufladzie i przyniosła mi to o co prosiłam.
-Trzymaj, masz jeszcze tu błyszczyk. Spokojnie, dopiero co kupiłam i jeszcze go nie używałam - podała mi rzeczy i oddaliła się.
Weszłam do toalety. Ubrałam spodnie, potem koszulkę, a bluzę zawiązałam na biodrach. Obmyłam twarz zimną wodą, zaplotłam moje blond włosy w luźnego warkocza na bok a potem zrobiłam makijaż. Opuściłam pomieszczenie, a na korytarzu wpadłam na Rossa.
-Och...przepraszam - powiedział pospiesznie chłopak i podniósł tusz oraz błyszczyk który upuściłam.
-Nic się nie stało - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się. Wyminęłam go i zeszłam na dół po schodach. Odnalazłam Rydel. Była w ogrodzie, leżała na leżaku w pobliżu basenu.
-Dziękuję - powiedziałam oddając dziewczynie kosmetyki.
-Błyszczyk zachowaj - odpowiedziała biorąc jedynie tusz.
-Skoro tak... Chyba będę się zbierać do domu. Cassia pewnie na mnie czeka.
-Juuuuż? - usłyszałam za plecami głos Rikera, który przeciągnął literkę ''u'' tak, że brzmiał jak małe dziecko.
-No niestety.
-To ja cię odwiozę!- krzyknął entuzjastycznie
-Co to to nie - odpowiedziałam z lekkim strachem. Po wczorajszej sytuacji nie chcę widzieć na oczy żadnego samochodu. -A tak serio to przejdę się kawałek dopóki mój brat nie przyjedzie. Jest bardzo ładny dzień, grzech nie korzystać i wozić dupę w aucie - dodałam i roześmiałam się, a Rydel i Riker zawtórowali mi.
-No to do zobaczenia! Ale serio zadzwoń po brata bo do centrum jest jakieś 7 kilometrów- powiedziała blondynka podając kartkę i mocno mnie ściskając.
-Co to za kartka? - spytałam ledwo łapiąc powietrze spod uścisku dziewczyny.
-To są nasze numery telefonu. W razie czego dzwoń o każdej porze dnia! - odpowiedziała gdy już mnie puściła. Potem przytulił mnie Riker.
-Jeszcze raz przepraszam.
-Wiesz, że mówisz to 154 raz? - odpowiedziałam a wtedy chłopak zaczął się śmiać. -No to do zobaczenia.
Weszłam jeszcze do domu, aby pożegnać się z panią Lynch i resztą rodziny. Nie obyło się bez krótkiej pogawędki ze Stormie. Potem opuściłam mieszkanie i udałam się do swojego domu. Co prawda zadzwoniłam po Mike'a, ale zanim on ruszy cztery litery to minie wieczność. Trudno, musiałam jakoś przeżyć, w końcu nie takie odległości się pokonywało.
Minęło jakieś 1,5h od kiedy opuściłam posiadłość Lynchów. Wiał lekki wietrzyk, szłam dość szybkim tempem, słuchałam muzyki lecącej bezpośrednio z telefonu, gdyż nie miałam słuchawek i gdy właśnie leciała jedna z moich ulubionych piosenek ''This is war'' zespołu 30 Seconds of Mars, dostałam sms-a od nieznajomego numeru. Pomyślałam sobie, że to może od Rydel lub Rikera. Odblokowałam komórę i przeczytałam treść SMS-a: ''Lepiej załóż tę bluzę co masz na bioderkach, jeszcze się przeziębisz, a tego nie chcemy...''. To na pewno nie był SMS od Rydel, Rikera ani nikogo innego z rodziny Lynchów, to nie w ich stylu (przynajmniej tak myślę). Ten SMS musiał przysłać ktoś kto mnie widzi, ale skąd on ma mój numer?! Zaczęłam się gorączkowo rozglądać wokół siebie. Patrzyłam na domy, spoglądałam w okna czy ktoś w nich nie stoi i obserwowałam przydomowe ogrody. Po chwili dostałam kolejną wiadomość: ''Nic ci nie da te rozglądanie się, i tak mnie nie zobaczysz kotku :*''.
Przeraziłam się, aż przeszły mnie ciarki. Robiło mi się na zmianę zimno i ciepło. Ogólnie jestem odważną osobą, ale muszę przyznać że to mnie na prawdę przestraszyło. Zaczęłam się rozglądać ponownie, ale teraz bardziej dyskretnie. Nagle usłyszałam huk, jakby ktoś uderzył mocno w jakąś blachę. Odwróciłam się w stronę, z której dobiegał dźwięk. Zrobiłam to bardzo, ale to bardzo powoli, nie wiedziałam co mnie czeka. Okazało się, że to jakieś głupie koty szukały jedzenia w śmietnikach i skakały z jednego na drugi robiąc przy tym hałas. Lekko odetchnęłam, ale wolałam nie ryzykować. Postanowiłam zadzwonić do Mike, aby się pośpieszył.
-Mike, proszę cię pośpiesz się, jedziesz już półtorej godziny i dojechać nie możesz - szybko powiedziałam gdy odebrał.
-Oh...wypadło mi coś ważnego, a magiczne słowo?
-Proooszę - specjalnie przeciągnęłam ''o'', aby było bardziej przekonujące. Miałam ochotę na niego krzyczeć, żeby nie bawił się w jakieś podchody, ale gdybym to zrobiła to on a złość mi, specjalnie jechał by jak najwolniej.
-No dobra, gdzie jesteś?
-Emmm...umówmy się, że będę w Starbucks pomiędzy w pobliżu 66 St - Lincoln Center. Podałam ten adres, gdyż już dotarłam do centrum. Tak, przeszłam 7 kilometrów, no ale jeśli ma się brata lenia to nie ma co się dziwić. A mogłam zgodzić się na propozycję Rikera.
-Ok, wiem gdzie to jest, to do zobaczenia.
-Tylko szybko - powiedziałam i rozłączyłam się. Ruszyłam w stronę miejsca spotkania. Byłam na miejscu już po około 10 minutach. Weszłam do lokalu i zamówiłam dwie Latte Macchiato na wynos. Zapłaciłam i wyszłam. Na zewnątrz stał już Mike i czekał w aucie.
Wsiadłam do samochodu i podałam bratu kawunię.
-Och, dzięki wielkie - podziękował Mike i pocałował mnie w policzek. -No to teraz ja odwiozę cię do domu, bo umówiłem się z chłopakami w warsztacie. A po drodze, porozmawiamy - dodał poważnym tonem. O co mu chodziło?
Ruszyliśmy, przez pierwsze 15 minut nic nie mówił, ale potem...
-No, to pochwal się co zrobiłaś...
-Ale o co ci chodzi?
-Nie udawaj, dobrze wiesz o co - czego on chce? Z każdym kolejnym słowem, co raz bardziej gubiłam się.
-Dobra, możesz jaśniej, bo ja serio nie mam pojęcia co ty pieprzysz.
-Nie dość, że szarżujesz po drogach jak jakiś kierowca rajdowy-amator, to jeszcze potrącasz człowieka! Livia, co ty robisz?! To do ciebie nie podobne. Wiesz co by było gdyby...
-...Gdybyś uważniej słuchał Cassii? Tak, wiem...wiedział byś że to nie ja kogoś potrąciłam, tylko ktoś potrącił mnie! - wykrzyczałam i nagle Mike zatrzymał się na środku, co prawda, pustej ulicy.
-To jakiś żart, prawda?
-Pff...żart to jesteś ty!
-Dobra, jak to się stało?
-No normalnie, przechodziłam przez jezdnię, no dobra nie na pasach...I nagle nadjechał samochód i buuum. Potem obudziłam się w jakimś domu. Okazało się, że ten chłopak zaopiekował się mną.
-Ma gnój szczęście.
-Dobra, uspokój się i zawieź mnie do domu.
Po 4 godzinach byliśmy już pod domem. Tak, 4 godziny. Mój brat ma na serio nierówno pod sufitem. Prosiłam, aby od razu zawiózł mnie do domu, to nie. Musiał jeszcze jechać do salonu, obejrzeć nowe autka, potem jeszcze gdzieś bo miał się tam spotkać z jakimś kolesiem, który oferował mu sprzedaż swojego samochodu. Tam rozmawiał z nim około 1,5 negocjując i oglądając dokładnie każdy skrawek samochodu. Już myślałam że wyjmie linijkę i zacznie mierzyć grubość opon. Na koniec pojechał jeszcze do warsztatu, chociaż miał to zrobić później. Wysiadłam z auta i pobiegłam do domciu. Okazało się, że było już grubo po 21:00.
Weszłam do środka i ruszyłam w stronę kuchni. Tak jak myślałam, Cassia tam była i znowu coś pichciła.
-Hej, siostra, co robisz? - spytałam podchodząc do niej i przytulając się.
-Robię ciasto. Dostałam dziś przepis od Inez. Mówię ci, ono jest tak pyszne, że jesz i nie możesz przestać.
-Wszystko co z twoich rąk wychodzi jest pyszne.
-A jak się czujesz, nic cię nie boli?
-Nie, Riker i jego rodzina bardzo dobrze się mną zaopiekowali.
-Cieszę się. Siadaj zaraz zrobię co coś do jedzenia.
-Wiesz, nie jestem specjalnie głodna. Wezmę sobie jogurt - powiedziałam i podeszłam do lodówki. Wzięłam z niej niewielki plastikowy kubeczek i ruszyłam schodami na górę do mojego pokoju. Usiadłam na łóżku i zaczęłam konsumować. Gdy skończyłam odstawiłam kubek na szafkę nocną i podeszłam do okna. Było już całkiem ciemno. Otworzyłam okno aby posłuchać cykania świerszczy. Oparłam się o parapet i lekko wychyliłam głowę. Naturalna muzyka, piękne gwieździste niebo oraz niesamowicie świeże powietrze. Coś pięknego. Moje ''odpływanie do krainy czarów'' przerwały wibracje w kieszeni. Przyszedł SMS. Wyciągnęłam telefon i odczytałam jego treść. Zamarłam. ''Piękne prawda? Te gwiazd, te świerszcze...cudowne. Wiesz, ładnie wyglądasz. Miłej nocy :*''
________________________________________________________________
Siemaneczko :D Przybywam z nowym rozdziałem! No, co ja tu będę wiele pisać... Mogę wam życzyć miłej niedzieli :) No to do zobaczenia.
Zachęcam do czytania, głosowania w ankiecie ''Czy podoba ci się mój blog?'' no i oczywiście do komentowanie. Proszę komentujcie, bo mam 7 rozdziałów i nawet nie miałam 10 kom. razem wziętych. A wiecie, jak dla mnie, dla nas blogerek jest to ważne. Wtedy wiemy, że ktoś czyta, że robimy to dla kogoś i ten ktoś nas docenia...
Komentujesz = motywujesz
-Alex
No hejo! Nie przejmuj się,że krótko ważne że rozdział zajebisty :) Czekam na naxt'a no i weny życzę ;)
OdpowiedzUsuńDzięki <3
OdpowiedzUsuń