poniedziałek, 28 września 2015

Rozdział 6

Livia
Szybko odsunęłam się od okna i zasunęłam rolety. Serce biło mi jak oszalałe. Właśnie sobie uświadomiłam, że ktoś mnie obserwuje. Próbowałam znaleźć w mojej głowie odpowiedź na pytanie: ''Dlaczego to robi'', ale nie miałam żadnego pomysłu. Przecież nikomu się nie naraziłam, nigdy nie pakowałam się w kłopoty i nie szukałam zaczepki, więc czego ten ktoś ode mnie chce? Ta świadomość, że nie jestem w pełni bezpieczna, była nieznośna. W moim umyśle zaczęły się pojawiać najczarniejsze scenariusze i wręcz chore myśli. Musiałam się ich pozbyć. 
Spojrzałam na budzik stojący na szafce nocnej. Wskazywał godzinę 22:16. Postanowiłam iść pod prysznic i się odświeżyć. Zabrałam z komody czystą bieliznę i piżamy leżące na łóżku. Nie musiałam opuszczać mojej sypialni, aby dostać się do toalety, ponieważ w moim pokoju były drzwi prowadzące bezpośrednio do łazienki. Weszłam do pomieszczenia. Rozebrałam się i spięłam moje włosy w ciasny kok na środku głowy, gdyż nie chciałam ich moczyć. Weszłam pod prysznic. Krople wody spływające po moim ciele dawały mi ukojenie i pozwalały zapomnieć na chwilę o dręczącym mnie problemie. W końcu nie zaprzątałam sobie tym głowy, chociaż przez chwilę. Ale każda chwila się kiedyś kończy. Wyszłam spod prysznica, wytarłam się ręcznikiem i okryłam się ciepłym, mięciutkim szlafrokiem w kolorze bieli. Podeszłam do lustra i przetarłam je dłonią, gdyż zaparowało. Rozpuściłam swoje włosy i dokładnie rozczesałam szczotką. Następnie zmyłam makijaż i umyłam zęby. Z niechęcią zdjęłam szlafrok i ubrałam się w pidżamę, po czym opuściłam pomieszczenie. Wczłapałam się na swoje łóżko, poprawiłam poduszkę i przykryłam się kołdrą. Wzięłam swojego laptopa i ułożyłam go na swoich kolanach. Zaczęłam przeglądać Facebook'a. Jessica dodała nowe zdjęcia z ostatniej imprezy u Sary, która była...wczoraj. Nawet nie dostałam zaproszenia. No cóż, widocznie zapomniały o mnie. Jess nie odzywała się od miesiąca, a może i dłużej. Od kiedy znalazła sobie jakiś nowych kumpli, mnie odstawiła na tor boczny. Mam wrażenie, że gdy jeszcze dzwoniła lub pisała to robiła to z ''obowiązku względem przyjaciółki''. To smutne. Znamy się już dobrych parę lat, a tu nagle pojawia się kilka osób, które sprawiają że z każdym kolejnym dniem, coraz bardziej się od siebie oddalamy. 
Obejrzałam wszystkie fotki. Z tego co zobaczyłam wywnioskowałam, że był niezły melanż. W sumie to nawet dobrze, że nie dostałam tego zaproszenia, bo przecież miałam wypadek. A z drugiej strony, skąd mogłam wiedzieć że ktoś mnie potrąci? Nawet gdyby to się nie zdarzyło to i tak bym pewnie nie poszła.
Opuściłam profil Jess i wylogowałam się z portalu. Ochota na Facebook'a właśnie mi przeszła. Wyłączyłam laptopa i położyłam go przy łóżku. W tym samym momencie dostałam kolejnego sms'a. Nie wiem dlaczego, ale intuicja podpowiadała mi od kogo on jest. Odblokowałam telefon i otworzyłam wiadomość: ''Kolorowych snów :*'' Tak brzmiała jej treść. Moja intuicja nie myliła się. Odłożyłam komórkę na szafkę. Odwróciłam się na drugi bok i starałam zasnąć, choć myśl o tych wszystkich sms'ach nie dawała mi spokoju. W końcu po godzinie udało mi się odpłynąć do krainy Morfeusza.

Riker
Obudziłem się w środku nocy. Poczułem pragnienie i zmusiłem swoje zmęczone ciało do opuszczenia łóżka. W drodze na dół, oświetlałem sobie przejście telefonem, gdyż nie chciałem zapalać światła, bo mógłbym kogoś obudzić.  Dotarłem do kuchni. Otworzyłem lodówkę, wyjąłem z niej pierwszy lepszy sok i nalałem sobie pełną szklankę. Wypiłem wszystko ''duszkiem'' i nalałem jeszcze pół szklanki.Gdy skończyłem, odstawiłem karton na swoje miejsce, a szklankę postawiłem na blacie. Odwróciłem się w stronę z której przybyłem. Cichutko i delikatnie stawiłem nogi na podłodze, bojąc się o każde skrzypnięcie. Gdy byłem już u stóp schodów, usłyszałem jakieś odgłosy dochodzące z zewnątrz. Postanowiłem sprawdzić co to takiego i przy okazji sprawdzić czy drzwi wejściowe są zamknięte na klucz. Wychyliłem się zza ściany i ruszyłem w stronę wyjścia z mieszkania, wcześniej biorąc wazon stojący na szafce obok schodów. Podszedłem bliżej i dyskretnie wyjrzałem przez szybkę w drzwiach. Jezdnię oświetlała jedna z lamp ulicznych ciągnących się wzdłuż całej ulicy. Jej światło prawie całkowicie padało prosto na nasz podjazd. Moją uwagę zwróciły trzy postacie. Wysokie i umięśnione. Z pewnością byli to mężczyźni. Dwóch stało na przeciwko tego trzeciego. Sądzę że byli ubrani na czarno i mieli na głowach kaptury, które zasłaniały im twarze. Trzeci nie był aż tak umięśniony, miał na sobie zwykłe dżinsy i białą koszulkę. Na nogach miał czarne trampki, a jego jasne włosy były w zupełnym nieładzie...zaraz, ten gość to przecież...Ross! Wiedziałem że ta sylwetka kogoś mi przypomina, ale chwila...co on tam robi?! *zerknąłem na telefon* Przecież jest już 02:23! Stałem tam jeszcze przez dobre 10 minut i obserwowałem ich. Chciałem coś usłyszeć, o czym rozmawiają ale pomimo grobowej ciszy panującej wokół, nic nie słyszałem. Jeden z zakapturzonych facetów podał  dyskretnie coś mojemu bratu. Następnie wszyscy rozeszli się. Gdy zobaczyłem że Ross zmierza do domu, szybko się wycofałem. Nie chciałem żeby mnie zobaczył. Wspiąłem się po schodach i wróciłem do swojej sypialni. Położyłem się do łóżka i dołożyłem telefon na szafkę. W tym momencie usłyszałem otwierające się drzwi. Ross wszedł do domu. Przekręcił klucz w zamku i ruszył schodami na piętro. Wytężyłem słuch jeszcze bardziej, ale usłyszałem tylko zamykające się drzwi sypialni mojego brata. Odkręciłem się w stronę ściany, nakryłem kołdrą i wtuliłem w poduszkę. Już prawie spałem, ale do moich uszu dobiegł dźwięk otwierających się drzwi na przeciwko. Oznaczało to, że Rocky opuścił swój pokój. Wyraźnie słyszałem, że wszedł do pokoju obok, czyli do Rossa. Słyszałem przyciszone głosy. Pomimo tego, że szeptali wyraźnie panowało pomiędzy nimi napięcie. Po około 15 minutach rozmowy, Rocky opuścił pokój brata i wrócił do siebie. Zamknąłem oczy próbując zasnąć, ale myśl o zaistniałej przed chwilą sytuacji nie dawała mi spokoju. W końcu moje oczy powoli zamknęły się.

Livia
Podążałam zatłoczoną uliczką, mijając kolejne nieznajome twarze. Poprawiałam dłonią swoje blond włosy, ale chłodny wiatr co chwila je rozwiewał. Szłam w nieznanym kierunku, wiedziałam tylko, że jestem w miejscu z dzieciństwa. W Polsce. Przystanęłam na chwilę wpatrując się w witrynę jednego ze sklepów ciągnących się wzdłuż uliczki. Piękna suknia na manekinie przykuła moją uwagę. Płomienna czerwień przeplatająca się z głęboką czernią i delikatna koronka, sprawiały wrażenie że sukienka wydawała się idealna. Jakby uszyta tylko dla mnie. Podeszłam bliżej, próbując zapamiętać jak najwięcej szczegółów. Nagle mój wzrok przeniósł się na ''dłoń'' manekina, na której przywiązana była biała karteczka. Wytężyłam wzrok i dostrzegłam cenę. 750 złotych. I w tym momencie urok sukni prysł. Westchnęłam ciężko i odwróciłam się przed siebie, wciąż spuszczając wzrok. Postawiłam jeden krok i uniosłam głowę. Przede mną, nie wiadomo skąd, wyrosła zakapturzona postać. Był to wysoki, muskularny mężczyzna. Nie widziałam jego twarzy, gdyż zakrywał ją kaptur, ale zdołałam ujrzeć jego przenikliwe, błyszczące i pełne zła oczy. Spojrzał na mnie chłodnym wzrokiem. Obejrzałam się w prawo i lewo. Dopiero wtedy zauważyłam, że zatłoczone dotąd uliczki, opustoszały, a górujące słońce w jednej chwili zniknęło. Moje oczy nie zarejestrowały ani żywej duszy. Przeraziłam się, a moje ciało przebiegł dreszcz. Znowu spojrzałam na faceta. Jego dłonie,  które do tej pory spoczywały w kieszeniach bluzy, spoczęły na moich ramionach mocno się zaciskając. Jęknęłam z bólu. Bez chwili namysłu stanęłam obcasem na nogę tego człowieka i rzuciłam się do ucieczki. Biegłam przed siebie zupełnie nie wiedząc dokąd zmierzam. Myślałam tylko o tym aby uciec temu człowiekowi.
Wbiegłam w wąską uliczkę. Wokół zapanowała ciemność, prawie nic nie widziałam. Obejrzałam się za siebie. Nikogo na szczęście nie zobaczyłam. Zdołałam uciec. Odetchnęłam z ulgą, uśmiechając się pod nosem. Przeczesałam dłonią swoje rozczochrane włosy. Nagle poczułam uścisk na swoim ramieniu...

-Livia...Livia wstawaj - usłyszałam głos. Wyraźnie usłyszałam głos Cassii, potrząsającej moim ramieniem.
-Mmmm....- mruknęłam zaspana.
-Wstawaj! Wiesz która jest godzina? Nie wygłupiaj się.
Zerwałam się do pozycji siedzącej. Tak zawsze najlepiej mogłam się rozbudzić po głębokim śnie.
-Musiałaś mieć jakiś koszmar, bo jak weszłam do pokoju to wierciłaś się na wszystkie strony łóżka, mamrocząc coś pod nosem - w tym momencie przypomniało mi się wszystko: Polska, czerwono - czarna suknia, zakapturzona postać, ciemna uliczka...Na szczęście wszystko to okazało się być tylko głupim, nieprawdziwym koszmarem.
Przetarłam oczy i podrapałam się po głowie. Spojrzałam w stronę okna, ale szybko odwróciłam wzrok. Cassia odsłoniła rolety, blask słońca wpadał przez szyby i oślepiał mnie, więc starałam się nie patrzeć w tamtą stronę. Szybko wstałam i ubrałam pierwsze lepsze ciuszki, którymi okazały się szare jeansy i czarna koszulka. Wpadłam do łazienki, obmyłam twarz zimną wodą aby się rozbudzić, przeczesałam włosy szczotką. Zrobiłam delikatny makijaż, pod którym ukryłam paskudnego siniaka, który towarzyszył mi od wczorajszego zdarzenia. Opuściłam pomieszczenie i zbiegłam po schodach na dół do kuchni. Usiadłam przy stole, na którym stał już posiłek. Dziś na śniadanie były kanapki. Wzięłam jedną z serem i zaczęłam jeść. Co jakiś czas brałam łyk ciepłej herbaty. 
-Lepiej się pospiesz, bo się spóźnisz - usłyszałam głos Cassi wchodzącej do kuchni.
-Nie strasz mnie kobieto - rzekłam do brunetki i uśmiechnęłam się wesoło, na co siostra odpowiedziała tym samym.
Dopiłam herbatę i odstawiłam kubek oraz talerz do zlewu. Spojrzałam na zegar wiszący na ścianie. 12:35. Ruszyłam w stronę wyjścia. Założyłam swoje krótkie, czarne kozaczki na lekkim obcasie, granatowy płaszcz i owinęłam szyję czarno-białą chustą. Opuściłam dom i ruszyłam w stronę mojej granatowej Toyoty Celicy. Był kolejny chłodny dzień września. Słońce, które rano gościło na niebie, obecnie zniknęło gdzieś za kłębiastymi, szarymi chmurami, które przykryły niemal całe niebo. Wsiadłam do auta i ruszyłam w stronę galerii. Planowałam małe zakupy. Chciałam kupić sobie coś ładnego, bo dawno nic nowego nie pojawiło się mojej szafie.
Po około 30 minutach jazdy dotarłam na miejsce. Był to dość duży czarny budynek. Jego ściany przecinała duża ilość okien, które przylegały ciasno do siebie. Można by powiedzieć że budowla była praktycznie cała szklana, po za elementami nad wejściem i między piętrami.Wokół galerii było dużo zieleni. Wszędzie drzewa i krzewy, co jakiś czas pojawiały się wysokie lampy oświetlające chodniki. Po środku placu znajdowało się niewielkie jeziorko. Nad jego brzegiem stały brązowe ławeczki, a nad powierzchnią zbiornika wodnego biegł drewniany, łukowaty most. Przyglądałam się przez chwilę temu urokliwemu miejscu, po czym ruszyłam się i weszłam do środka. 
Po przekroczeniu progu galerii, poczułam delikatne ciepło dotykające każdy skrawek mojego ciała. Rozejrzałam się po budynku i zauważyłam, że wcale nie było takie tłoku jakiego można było się spodziewać. W końcu duża liczba osób to wizytówka takich miejsc. Postawiłam pierwsze kroki w kierunku ruchomych schodów, prowadzących na kolejne piętro. Gdy wjechałam na górę ruszyłam w kierunku mojego ulubionego sklepu. Do H&M zawsze chodziłam z Jessicą. W końcu doszło do tego, że zaczęliśmy traktować to jak jakiś rytuał, czy coś w tym stylu, ale to było kiedyś, wydaje się że całe wieki temu, ale zaledwie od trzech  miesięcy nie byłyśmy nigdzie razem. Miałam nadzieję, że nie spotkam jej w tym miejscu, bo na prawdę nie miałam ochoty z nią rozmawiać, a tym bardziej z jej kumplami. 
Zaczęłam penetrować każdą część sklepu w poszukiwaniu czegoś co by mi się podobało. Chodziłam z jednej części butiku do drugiej, słuchając najnowszych przebojów Rihanny czy Lady Gagi, lecących w radiu. Już myślałam że nic ciekawego nie znajdę, gdy w końcu w moje ręce wpadła urocza, czarna bluzka z kwiecistym nadrukiem. Nie chciało mi się chodzić do przymierzali, więc wybrałam swój rozmiar i nie przymierzając ubrania podeszłam do kasy. Za ladą stała niska szatynka, w okularach i mnóstwem piegów na okrągłej twarzy. Wzięła do ręki bluzkę, którą wcześniej jej podałam. Czytnikiem kodów kresowych sprawdziła cenę zakupu i nabiła go na kasę, po czym przyjęła ode mnie pieniądze, wydała resztę i wrzuciła paragon do torby z moim zakupem. Rzuciłam krótkie ''Do widzenia'', a kobieta odpowiedziała tym samym życząc mi miłego dnia i zapraszając ponownie. Opuściłam sklep i pomyślałam sobie, że chętnie odwiedzę jeszcze księgarnię, w końcu zawsze to robiłam będąc w galerii. Skierowałam się w prawo i ruszyłam przed siebie. Szłam ze spuszczoną głową, którą zaprzątały mi różne myśli, a szczególnie myśl o anonimowych wiadomościach, które od niedawna zaczęłam dostawać. Wtem usłyszałam jak ktoś za mną woła moje imię. Odwróciłam się i zobaczyłam Jessicę w towarzystwie jej psiapsiółek. Zaklęłam w myślach. Co za pech! Musiała przyjść akurat do tej galerii, akurat dziś i akurat o tej porze?!
Dziewczyna ubrana w czarny płaszcz i kozaki na dość wysokim obcasie, zbliżyła się do mnie, ukazując szereg białych zębów i przytulia mnie jak niby nigdy nic. Ja stałam jak kołek, lekko zdezorientowana, próbując złapać oddech spod uścisku Jess.
-Co za miłe spotkanie - rzuciła przesłodzonym głosem moja przyjaciółka. Albo raczej była przyjaciółka.
-Tak, niesamowicie miłe - odpowiedziałam sarkastycznie.
-Czemu tak samotnie - spytała po chwili Jessica. 
Spojrzałam na nią znudzonym wzrokiem i wywróciłam teatralnie oczami. Udawała głupią czy w ciągu tych 3 miesięcy, nowe towarzystwo wyprało jej mózg? 
-Nie zapominaj co jest powodem tej samotności - dałam jej jasno do zrozumienia, że nie mam ochoty z nią gadać i lepiej by było jakby się już zmyła. Dziewczyna spojrzała na mnie smutnych wzrokiem i cicho westchnęła. Co przez to chciała pokazać? Że jest jej przykro? No raczej nie sądzę, żeby tak było. Miałam dość jej towarzystwa, więc rzuciłam krótkie ''Cześć'' i odwróciłam się zmierzając przed siebie. Ochota na książki właśnie mi przeszła. 
Opuściłam budynek i udałam się do samochodu. Wygrzebałam z torebki kluczyki i otworzyłam auto. Wsiadłam do niego i odrzuciłam torbę na siedzenie pasażera. Oparłam głowę o siedzenie i zaczęłam myśleć, obracając kluczki między palcami. Zaistniała przed chwilą sytuacja, lekko zburzyła mój wewnętrzny spokój. To dziwne, że osoba bez której kiedyś nie mogłam żyć teraz działała na mnie jak płachta na byka. Nie wiem co bardziej bolało: to, że mnie opuściła, przestała dzwonić, pisać a w końcu odzywać się, czy to, że znalazła koleżanki wśród pustych lalek, z których niegdyś razem się śmiałyśmy. A najgorsze jest to, że nie wiem czemu tak się stało, dlaczego nasza przyjaźń się wypaliła?
Przekręciłam kluczyk w stacyjce i usłyszałam ryk silnika. Wrzuciłam wsteczny i wyjechałam z parkinu na ulicę. Zmieniłam bieg i ruszyłam w stronę pubu, którym pracowałam. 
Jechałam ze stałą prędkością, śpiewając pod nosem piosenki lecące w radio, rytmicznie stukając paznokciami o kierownicę. Po jakimś czasie, przede mną utworzył się spory korek. Mijały kolejne minuty i nic się nie działo. Co jakiś czas przesuwałam się autem do przodu o kilka metrów. Z niecierpliwością czekałam, na wznowienie ruchu. Odblokowałam swój telefon i zerknęłam na godzinę. Była 14:42. Miałam 18 minut na dotarcie do pracy. Jeśli sytuacja na drodze nie zmieni się, będę spóźniona, a tego bym nie chciała. 
W końcu gdy na wyświetlaczu pojawiła się godzina 14:56, samochody przede mną ruszyły i już się nie zatrzymywały. Jechałam tak szybko, na ile tylko pozwalały mi przepisy. Po 10 minutach stałam już przed pubem. Była to jedna z wielu kamienic ciągnących się wzdłuż ulicy. 
Budynek pomalowany był na czarno. Przez jego duże, łukowate okna widać było wnętrze. Przed pubem stały trzy stoliki z czterema krzesłami przy każdym, a obok stały parasole, obecnie złożone z powodu brzydkiej pogody. Nad masywnymi drzwiami widniała neonowa nazwa pubu ''Insomnia''. 
Przeszłam przez jezdnię, spoglądając w międzyczasie na godzinę. 15:08. Jeszcze nie tak tragicznie, mogło być gorzej, ale fakt że w ogóle się spóźniłam wcale mnie nie pocieszał. Przekroczyłam próg mojego miejsca pracy i szybko skierowałam się na zaplecze, aby się przebrać. Zdjęłam płaszcz oraz chustę, po czym założyłam swój czarny fartuch. Związałam włosy w wysoką kitkę i opuściłam pomieszczenie. W drodze do głównej sali, minęłam gabinet mojego szefa. ''Nie patrz w tę szybę'', mówiłam sobie starając powstrzymać swoją ciekawość. Kątem oka zajrzałam do biura pana Andersona, wciąż idąc przed siebie. Pomimo tego, że zrobiłam to najdyskretniej jak potrafiłam, to zobaczyłam jak szef unosi swoją dłoń i puka palcem w swój zegarek, dając mi do zrozumienia, że zauważył moje spóźnienie. Ze spuszczoną głową zajęłam miejsce za barem. Chwyciłam białą szmatkę i zaczęłam wcierać szklanki, kilkukrotnie obracając je w dłoni. Co chwilę wchodzili klienci, podchodzili do barku i zamawiali, najczęściej piwo. Byli też tacy, co siadali przy stoliku i wlepiali swój wzrok w szyby, myśląc nad różnymi rzeczami. Kevin, mój współpracownik, podchodził do nich i pytał się czy coś sobie życzą. Jak widać moja praca nie należała do najciekawszych. Codziennie przychodziłam tu i od samego początku odliczałam minuty do końca. Dziś czekało mnie ciężkie popołudnie, zważając na duży ruch w pubie i o wiele cięższa noc. Za dnia serwujemy głównie piwo, ale nocą to miejsce zamienia się w tętniący życiem klub, który często ściąga tłumy. Tak głośniej imprezy ''Insomnia'' nie wyprawiała od dawna.

_________________________________________________
Jak widać, reaktywacja mojego bloga. Od kwietnia nic nie dodawałam, bo po prostu chyba straciłam wiarę w siebie....Ale to nic, mam nadzieję że teraz nie przestanę pisać, lecz liczę też na choć gram motywacji z waszej strony :)
-Alex

1 komentarz: