niedziela, 29 marca 2015
Rozdział 2
Ross
-No szybciej głąbie! - darłem się przez szybę samochodu. Jakiś facet przede mną stał choć miał zielone. No kurde, krzyczałem i ''klaksonowałem'', a do niego jak do ściany. Wkurzyłem się. Wysiadłem z auta i podszedłem do tego gościa. Co on se wyobraża?! Mam dziś rozmowę o pracę i jestem już spóźniony. Nie dość, że budzik nie zadzwonił to teraz to.
-Hej, kolego czy mógłbyś łaskawie ruszyć swoje cztery litery i w końcu odjechać? Od dawna masz zielone.
Facet, napakowany jak autobus do kościoła w niedzielę, nawet nie zwracał na mnie uwagi. Siedział wygodnie, na nosie miał przyciemniane okulary, a jedną rękę trzymał na kierownicy.
-Jakiś problem? - spytał po czasie.
-Czy możesz odjechać? Bardzo się śpieszę.
-To już nie mój problem. Trzeba było wstać wcześniej.
-Słuchaj ty no...
-Dobra, zjeżdżaj stąd dzieciaku - no facet był bezczelny.... -Czy nie dość jasno się wyraziłem? Mam to powtórzyć? - dodał, wysiadając z samochodu.
-Co ci zależy odjechać parę metrów i zaparkować na parkingu? - spytałem łagodnie, choć gotowało się we mnie.
-A może i zależy? - stanął przede mną. Napiął mięśnie i spojrzał na mnie z góry. Był ode mnie wyższy o głowę. Zdjąłem swoje okulary i spojrzałem na niego. Chodząca puszka sterydów.
-Dobra, David wracaj do auta. Daj spokój i odjedź po prostu - odezwał się kobiecy głos w samochodu. To pewnie jego dziewczyna. Koleś odwrócił się w jej stronę, potem spojrzał na mnie, wsiadł do wozu i w końcu odjechał. Ja wróciłem do swojego auta. Jechałem za nim przez chwilę, a potem wyprzedziłem go i przez szybę pokazałem mu środkowy palec. Frajer. Po 5 minutach byłem już pod studiem. Pędziłem jak szalony i dzięki temu spóźnienie zwiększyło się tylko do 20 minut. Wbiegłem do środka. Na wejściu wpadłem na Rikera.
-Ej, stary co tak pędzisz - spytał.
-Chłopie, jestem spóźniony. Jak ta kobitka mnie wysłucha to będzie jakiś cud. A ty co tutaj robisz?
-Miałem zacząć jutro, ale jutro jest jakiś turniej taneczny i sala będzie zajęta, więc Marie kazała dziś przyjść.
-Spoko, gdzie ją znajdę?
-Nie wiem, spytaj w recepcji.
-Jasne, powodzenia...połamania nóg - powiedziałem i ruszyłem szukać recepcji.
Riker
Szedłem korytarzem i grzebałem w telefonie. Nagle na kogoś wpadłem. Podniosłem oczy i zobaczyłem dziewczynę. Blondynkę, średniego wzrostu o ciemnych oczach. Przewróciła się na podłogę, a z jej torby wysypały się jakieś rzeczy. Zaczęła je zbierać. Szybko ukucnąłem i pomogłem jej w porządkach. Gdy na podłodze został tylko mały notes, chciałem go jej podać ale w tym momencie ona też za niego chwyciła. Nasze ręce się spotkały. Trwaliśmy tak przez niemal 2 sekundy potem spojrzałem na nią, a ona na mnie. Szybko odwróciła wzrok, widocznie speszyła się. Podałem jej rękę aby pomóc jej wstać. Podniosłem ją i zacząłem nerwowo wykręcać sobie palce. Czemu to robiłem??
-Przepraszam - wydukałem w końcu.
-Nic się nie stało. Mogłam patrzeć gdzie idę.
-Nie, to ja powinienem to robić a nie gapić się w telefon. Jeszcze raz przepraszam - powiedziałem i uśmiechnąłem się. - A tak w ogóle to Riker jestem.
-Livia - powiedziała dziewczyna. - To ty jesteś tym nowym instruktorem?
-Tak jakby, a ty chodzisz na te zajęcia które będę prowadził?
-Tak, właśnie tam.
-W takim razie chodźmy - rzekłem i znowu się uśmiechnąłem. Spojrzałem na nią i ruszyłem przed siebie. Gdy byliśmy przed drzwiami chwyciłem za klamkę, otworzyłem je i puściłem dziewczynę przodem. W środku byli już wszyscy. Na końcu sali znajdowała się scena, w końcu pomieszczenie było wielkie. Wszedłem na nią i zacząłem mówić.
-Cześć wszystkim. Ja jestem Riker. Riker Lynch i jestem waszym nowym instruktorem. Mam nadzieję, że polubimy się. Czy są jakieś pytania? (Cisza) W takim razie, pokażcie co potraficie - powiedziałem i zeskoczyłem ze sceny. Chłopak stojący najbliżej odtwarzacza puścił piosenkę ''Killa'' w wykonaniu Cherish. Zaczęły dziewczyny. Spokojnie, potem bardziej dynamicznie. Wkroczyli chłopacy. Byli świetni. Dziewczyny niesamowicie się ruszały, te kocie ruchy, ta zmysłowość, a chłopaki...Wszystko co możliwe: Baby Freeze, Skorpiony, Backspiny, stanie na głowie....kurde no wszystko co możliwe, nawet ja tego nie umiem. Przyglądałem się i nie mogłem się napatrzeć. Ale to tyczyło się tylko ich ruchów bo reszta...
-Ruszacie się nieziemsko, ale ten układ jest....wiecie co mam na myśli. Stać was na więcej. Potraficie bardzo dużo, macie wielkie możliwości i trzeba to wykorzystać.
-Co pan ma na myśli? - spytała dziewczyna w szarej bluzie, czarnych dresach i niebieskiej czapce.
-Po pierwsze: nie żaden pan tylko Riker, tylko mówcie mi po imieniu, a po drugie: trzeba ułożyć lepszy układ. Bardziej dostosowany pod wasze umiejętności. Coś w czym będziecie się czuli wolni a nie jak ogórki w słoiku.
-Gada mądrze - rzucił ktoś z tyłu, a reszta zaczęła kiwać głowami na znak aprobaty. -W końcu od kiedy odszedł Stewart, zajęcia prowadziła Marie, ale nie oszukujmy się, to kobietka po czterdziestce.
-No to pokaż kowboju co potrafisz, czy w ogóle nadajesz się na naszego nauczyciela, bo możesz za nami nie nadążyć - powiedziała Livia i zaczepnie uśmiechnęła się. Po sali rozniosło się głośnie ''Ouuuu''. Zaśmiałem się. Puściłem muzykę i zacząłem pokaz. Postanowiłem dać z siebie wszystko. Kiedy skończyłem, otrzymałem gromkie brawa. Niektórzy gwizdali inni komplementowali, ale mnie najbardziej interesowała reakcja Livii. Rozejrzałem się po sali. Zobaczyłem ją siedzącą na podłodze. Opierała się o lustra na ścianie. Spoglądała na mnie spode łba i uśmiechała się ironicznie. Pewnie nie spodziewała się tego po mnie. Jaka ona jest tajemnicza...Przez resztę spotkania omawialiśmy nowy układ, ja pokazywałem im kroki, oni mi i tak składaliśmy to po kolei w całość. Na koniec mieliśmy już całkiem niezły kawałek układu, ale nadal wymagał on dopracowania.
-No dobra młodzieży, na dziś to już koniec. Zapraszam w piątek.
-A może moglibyśmy spotykać się częściej? - spytała ta sama dziewczyna w niebieskiej czapce
-Częściej czyli jak często?
-Najlepiej codziennie - odpowiedział chłopak stojący najbliżej mnie.
-No wiecie... dopiero za nami pierwsza lekcja, nie znamy się zbyt długo, nawet nie znam waszych imion zbyt dobrze
-Oj, nie gadaj tyle...Nie daj się prosić - znów odezwała się dziewczyna - Ja jestem Keri.
-No dobrze, pójdę dziś do Marie i spytam się o to, ale nic nie obiecuję. A teraz zjeżdżać do domu - powiedziałem i uśmiechnąłem się szeroko. Dzieciaki zabrały rzeczy i wszyły.
**w tym samym czasie, gabinet Marie**
Ross
-Jeszcze raz bardzo, ale to bardzo przepraszam za spóźnienie. Mieszkam w Nowym Yorku dopiero kilka dni i jeszcze nie znam za bardzo tego miasta. Na dodatek nie zadzwonił mi budzik a potem jakiś typ blokował drogę.
-Dobrze, już dobrze. Przeprosiny przyjęte, rozumiem pana, panie Lynch. Czyli ustalone. Zajęcia z osobami od 25 do 50 roku życia, taniec towarzyski w każde czwartki i wtorki stawka 10 dolarów za godzinę.
-Tak, jestem bardzo zadowolony, że dostałem tę pracę. Dziękuję pani bardzo.
-Mam nadzieję, że jesteś podobny do brata i też masz głowę na karku.
-Możliwe, że tak - uśmiechnąłem się i podałem kobiecie dłoń na pożegnanie. Ona ją uścisnęła a ja jeszcze złożyłem na niej całusa. Byłem tak wdzięczny że mnie przyjęła...W tym momencie wpadł Riker.
-Przepraszam, że przeszkadzam, mam ważną sprawę. Widzę, że ma pani gościa, to ja poczekam na korytarzu.
-Nie, wejdź Riker, ja już wychodzę - powiedziałem szybko. - Jeszcze raz dziękuję. Do widzenia!
-Do widzenia Ross.
Riker
Usiadłem na fotelu i przedstawiłem Marie sytuację. Kobieta pomyślała i po chwili powiedziała, że się zgadza.
-Wie pani, jestem szczerze zaskoczony że już po pierwszej lekcji otrzymałem taką propozycję. Martwiłem się, że mnie nie polubią a tu takie coś. Jestem mile zaskoczony.
-To dobre, miłe dzieciaki. Większość z nich ma trudną sytuację w domu. A to ojciec alkoholik, a to matka, która nie interesuje się dziećmi. Każde z nich ma inną historię. Każe z nich zostało dotknięte przez los i każde z nich musiało szybko dorosnąć. Czasami myślę, że oni bardziej wiedzą jak poradzić sobie w życiu niż ja, chociaż żyję dłużej od nich. Podziwiam ich za tą siłę i determinację. To niezwykłe dzieciaki, na prawdę.
-Też to zauważyłem. Czuję, że to miejsce i to wszytko co teraz się dzieje zmieni moje życie - powiedziałem i wstałem z fotela. Już wychodziłem gdy Marie jeszcze się spytała:
- Przyjdziesz jutro na turniej tańca towarzyskiego?
-Nie wiem, może się skuszę jeśli nie będę miał nic lepszego do roboty.
-Przyjdź, zobaczysz będzie świetna zabawa.
Uśmiechnąłem się i wyszedłem. Opuściłem budynek. Przy krawężniku czekał na mnie Ross. Wsiadłem do auta i pojechaliśmy do domu. Przez całą drogę myślałem o Livii, która swoją tajemniczością zwróciła moją uwagę.
________________________________________________________________________
Hej, hej, hej!!! No to dziś mała niespodzianka, w postaci wcześniej dodanego rozdziału. Jakoś ''natkło'' mnie coś i napisałam. Mam nadzieję że podoba się Wam blog i że czytacie. Chciałam podziękować Sisi Marano, której komentarz pod ostatnim rozdziałem dał mi siłę do napisania kolejnego rozdziału. To pierwszy komentarz, nie licząc tych od mojej przyjaciółki, na blogu. Cieszę się, że w końcu ktoś tu zajrzał. Zostawiajcie komentarze ;)
Miłego wieczoru (tak, jest 23:36 i wieczór...)
Do usłyszenia w niedzielę :*
-Alex
niedziela, 8 marca 2015
Rozdział 1
Riker
Po wczorajszej niespodziance, w postaci nowego domu rodzice zwołali naradę rodzinną. Po śniadaniu wszyscy zebraliśmy się w salonie, a wtedy tata zaczął przemowę, jeśli tak to można nazwać.
-Słuchajcie dzieciaki, skoro jak na razie mieszkacie tu, sami to wy musicie się czymś zająć, abyście mieli z czego żyć.
-A czym dokładnie? - spytał Ross.
-Mam na myśli pracę. Nie chodzi mi i to abyście robili coś niesamowicie trudnego, ale coś co sprawia wam przyjemność. Możecie robić coś co lubicie. Ostatnio widziałem w gazecie ogłoszenie. Tutejsza szkoła tańca, poszukuje 3 instruktorów, ponieważ z tego co wiem, uprzedni nauczyciel zrezygnował. Prowadził 3 grupy jednocześnie i już mu się znudziło, dlatego postanowili rozdzielić grupy trzem osobom. Myślę, że to idealne zajęcie dla Rikera, Rossa i Rydel. Rocky mógłby uczyć dzieciaki gry na gitarze, natomiast Ryland będzie kontynuował naukę w tutejszym liceum. Co o tym sądzicie? - spytał gdy skończył mówić. Pomyślałem chwilę i uznałem, że to całkiem dobry pomysł. Znając życie leżałbym całymi dniami przed telewizorem, a tak będę robił coś co naprawdę lubię.
-Ja się zgadzam - odpowiedziałem patrząc na Rydel i Rossa, oczekując ich decyzji. Rodzeństwo popatrzyło na siebie.
-My też - odpowiedział krótko Ross.
-Doskonale! A ty Rocky? Chcesz zająć się uczeniem dzieciaków?
-W sumie czemu nie, i tak nie mam nic innego, lepszego do roboty.
-Czyli ustalone! W takim razie ja idę na zakupy, bo lodówka świeci pustkami - rzekła mama podnosząc się z kanapy.
-Ooo...ja ci pomogę - krzyknęła ochoczo Rydel.
-A ja od razu przejadę się do tego studia. Powiedzcie mi, daleko to jest?
-Nie, jakieś 15-20 minut stąd - odpowiedział ojciec rzucając mi kluczyki od auta i mrugając do mnie.
1h później
''15-20 minut stąd''- może i tak było, ale zanim znalazłem tę szkołę minęło sporo czasu. Krążyłem po całym niemalże mieście. Od naszego nowego miejsca zamieszkania do studia tanecznego był co najmniej 10 kilometrów. Po około godzinie stałem przed wejściem do studia. Nie był to jakiś drapacz chmur czy coś w tym stylu, tylko jeden z wielu zwykłych budynków ciągnących się wzdłuż ulicy.Wszedłem do środka i od razu uderzyłam mnie fala muzyki. Roznosiła się po całym budynku. Korytarz był dość długi i na końcu rozgałęział się w lewo i w prawo. Nie wiedziałem które drzwi mam wybrać, bo było ich dość sporo i na żadnych nie było tabliczki. Postanowiłem iść śladem muzyki, w końcu zajęcia były tam, gdzie słychać ją było najbardziej. Ruszyłem przed siebie. Muzyka stawała się coraz bardziej wyraźna w końcu skierowałem się w prawo i ujrzałem tylko jedne, masywne drzwi. Podszedłem do nich i po cichu wszedłem do środka aby nie przeszkadzać. Usiadłem na krześle pod ścianą i zacząłem obserwować grupę. Dziewczyny i chłopaki w wieku od 15 lat do co najwyżej 22 lat. Byli na prawdę dobrzy, mieli talent ale ich układ... MASAKRA. Nie sądzę, że jestem bardziej doświadczony, albo że jestem lepszym tancerzem, ale...Nagle muzyka ustała.
- Przepraszam, a pan kim jest? - odezwała się niska kobieta stojąca na środku sali, chyba instruktorka (jeśli można tak nazwać pulchną kobietę po czterdziestce) i powoli podeszła do mnie.
-Dzień dobry, nazywam się Riker Lynch i przyszedłem tu, bo widziałam ogłoszenie w gazecie z ofertą pracy.
-Czyli jest pan zainteresowany?
-Tak, jak najbardziej.
-Dobrze, może pan chwilę poczekać? Muszę zakończyć zajęcia.
-Pewnie, poczekam,
Kobieta oddaliła się. Podeszła do grupy i powiedziała że na dziś to wszystko i że zaprasza jutro. Dzieciaki zabrały swoje rzeczy i ruszyły do wyjścia.
-Zapraszam do mojego biura - usłyszałem głos za swoimi plecami.
Weszliśmy do małego pomieszczenia obok sali ćwiczeń. Kobieta usiadła za biurkiem, ruchem ręki wskazała krzesło i pozwoliła mi usiąść.
-Dobrze, ma pan jakieś referencje? - spytała.
-Jeśli pyta pani o to, czy kiedykolwiek byłem nauczycielem tańca to odpowiedź brzmi nie, ale od piątego roku życia tańczę i przez wiele lat należałem to grupy tanecznej.
-Hmmm... Imponujące. Nasz klub od dawna potrzebuje kogoś kto postawi to wszystko na nogi. Widzę, że pan mógłby być właściwą osobą, ma pan głowę na karku.
-Miło mi to słyszeć.
-W takim razie moje oferta jest taka: Będzie pan prowadził zajęcia z tymi dzieciakami z którymi ja miałam lekcje. Są to osoby od 16 do 22 lat. Zajęcia będą się odbywały w poniedziałki, środy i piątki, jeśli będzie potrzeba lub jeśli pan i dzieciaki będą chciały częściej się spotykać oczywiście nie ma problemu. Pana pensja to 10 dolarów za godzinę lekcji. Czy taka oferta panu odpowiada?
-Na dzień dzisiejszy i tak pewnie nie znajdę lepszej, więc wchodzę w to.
-Cieszę się bardzo. W takim razie podpisze pan ten papiery i możemy zaczynać za 2 dni, czyli w środę.
Podpisałem wszystko co dała mi moja nowa szefowa. Wstałem z krzesła i uścisnąłem dłoń kobiety. Jeszcze raz podziękowałem i wyszedłem z biura, potem znowu spacerek korytarzem i główne drzwi. Wyszedłem na zewnątrz. Przez ten czas kiedy byłem w budynku, na zewnątrz zrobiło się bardzo gorąco. Było co najmniej 25 stopni. Założyłem swoje okulary przeciwsłoneczne i ruszyłem autem z powrotem do domu. Słońce grzało niemiłosiernie. Nagle zobaczyłem samochód jadący w moją stronę. Rozpoznałem że to auto Rossa. Zatrzymało się na pustej ulicy, już za miastem, tuż obok mnie a brat siedzący za kierownicą rozpoczął rozmowę
-I jak spotkanie o pracę? - zapytał gdy otworzyłem okienko.
-Spoko. Mam tę robotę.
-To świetnie.
-A ty kiedy się tam wybierasz?
-Nie wiem, nie chce mi się za bardzo, ale wiem że muszę to zrobić bo potem będziecie po mnie skakać i dręczyć że jestem nierób czy coś w tym stylu.
-Przyznam ci, że masz rację. Rydel i mama posłałyby cię w zaświaty.
-Co racja to racja. Wracamy do domu, czy masz coś do załatwienia? - spytał Ross.
-Wracamy na chatę. A co ja niby miałbym tu to załatwienia, jesteśmy tu dopiero od 2 czy 3 dni.
-No to kierunek dom - krzyknął mój brat i z piskiem opon wyprzedził mnie gnając prosto do naszego apartamentu.
Po około 25 minutach byliśmy już przed posesją. Ross nie wjechał do garażu tylko zaparkował przy krawężniku.
Ross
Wysiadłem z wozu i postanowiłem obejrzeć jeszcze raz dom. W końcu nie wiem, co znajduje się po drugiej stronie. Trochę bolało mnie serce, że musieliśmy opuścić nasze rodzinne gniazdko, ale ten dom jest na prawdę świetny. Taki stylowy i bogato urządzony. Ruszyłem kamiennym chodniczkiem w stronę furtki oddzielającej część ogrodową od części przydomowej. Pchnąłem bramkę i moim oczom ukazał się ogród. Zielona trawa, wysokie drzewa, mnóstwo kolorowych kwiatów i niskich krzewów. Pięknie miejsce. Po lewo stała duża drewniana bujaczka, a za nią rosła rozłożysta akacja. W lewej części mieściła się altana z krzesłami, stołem i grillem a w części środkowej znajdowała się najlepsza rzecz z tego wszystkiego: basen. Jak ja kocham pływać! Ten ogród był rajem na ziemi. Nie dość, że posiadał basen to jeszcze był tak przytulny, że najchętniej bym z niego nie wychodził. Bogata roślinność oraz mnóstwo lampek oświetlających. Od tych zwisających od drzewa do drzewa po małe wbite w trawnik aż po te oświetlające część wyłożoną kostką. Już nie mogę się doczekać kiedy się ściemni i będę mógł rozłożyć się na leżaku i wypoczywać w świetle tych lampek oraz gwiazd.
-Ross, kochanie chodź na obiad - wyrwała mnie z rozmarzania mama, która od rana pozostawała w naszym nowym domu. Pomimo tego, że mieszkamy sami to czuję, że mamie trudno jest się z tym pogodzić. Przez tyle lat była z nami, a teraz musi mieszkać tylko z tatą.
-Już idę - odkrzyknąłem i pobiegłem w stronę drzwi tarasowych. Byłem tak głodny...Gdy wszedłem do jadalni, wszyscy siedzieli już przy stole. Mama właśnie niosła wazę z zupą kukurydzianą. Kiedy kobieta usiadła rozpoczęliśmy posiłek. Wszyscy jedli aż im się uszy trzęsły. Potem mama przyniosła jeszcze pieczonego indyka a na koniec deser - sernik nowojorski. Pycha! Dawno nie jadłem tak dobrego obiadu. Tak się najadłem, że ledwo wstałem od stołu. Poszedłem do swojego pokoju i zacząłem brzdąkać na gitarze. Czekałem na zmrok, już nie mogłem się doczekać. Może to wyglądało trochę dziecinnie, ale gwiazdy zawsze mnie zachwycały. Chodziłem z kąta w kąt nie wiedząc co ze sobą zrobić. Nudziło mi się. W końcu zwołałem chłopaków i poszliśmy do salonu grać na konsoli. Jak zwykle pokłóciliśmy się gdy wybieraliśmy grę. Graliśmy dobre 3 godziny i w końcu słońce zaszło. Wyszedłem do ogrodu, który wyglądał pięknie. Wszędzie tyle blasku. Jak mówiłem, rozłożyłem się na leżaku i zacząłem obserwować gwiazdy. Nagle przeszło mnie uczucie zimna. Spojrzałem na siebie i zobaczyłem, że jestem cały mokry. Okazało się, że te cielaki: Riker, Rocky i Ryland postanowili razem wskoczyć na bombę do basenu.
-No ej! Przez was jestem cały mokry! -krzyknąłem oburzony.
-Dobra, nie przesadzaj, nie jesteś z cukru, nie roztopisz się - odpowiedział mi Rocky.
-Ktoś musiał ochrzcić ten basen, no nie? - dodał Riker - A ty nie siedź tam tylko chodź do nas!
Nie miałem ochoty dziś na pływanie, wolałem poleżeć. Gdy nic nie odpowiedziałem znów zacząłem wpatrywać się w gwiazdy. Nie interesowało mnie nic i nikt, lecz to uczucie nie trwało długo. Poczułem jak ktoś podnosi mnie z leżaka. Byli to chłopacy, którzy nie dali za wygraną i siłą wrzucili mnie do wody a potem sami do niej wskoczyli.
-Myślałeś, że ci podarujemy? - rzucił sarkastycznie Ryland
Postanowiłem się wyluzować. Ochlapałem ich wodą i zacząłem zdejmować z siebie swoje ubrania. W końcu nie będę pływał w jeansach i koszuli. Potem dołączyła do nas Rydel i graliśmy w siatkówkę wodną. Do swoich pokoi rozeszliśmy się gdzieś koło 23:00. To był świetny dzień, już dawno się tak nie bawiłem. A jutro....jutro czeka mnie rozmowa o pracę.
____________________________________________________
Witam i od razu przepraszam za takie spóźnienie. Chyba 3 tygodnie nie było rozdziału, miałam masę nauki i nie miałam czasu na nic. Dopiero dziś usiadłam i dokończyłam ten rozdział. Wiem, na razie nic specjalnego się nie dzieje ale nie chcę tak szybko tego wszystkiego rozwijać, myślę że jak będę robić to stopniowo to będzie to lepiej wyglądało
Pozdrawiam :*
-Alex
Po wczorajszej niespodziance, w postaci nowego domu rodzice zwołali naradę rodzinną. Po śniadaniu wszyscy zebraliśmy się w salonie, a wtedy tata zaczął przemowę, jeśli tak to można nazwać.
-Słuchajcie dzieciaki, skoro jak na razie mieszkacie tu, sami to wy musicie się czymś zająć, abyście mieli z czego żyć.
-A czym dokładnie? - spytał Ross.
-Mam na myśli pracę. Nie chodzi mi i to abyście robili coś niesamowicie trudnego, ale coś co sprawia wam przyjemność. Możecie robić coś co lubicie. Ostatnio widziałem w gazecie ogłoszenie. Tutejsza szkoła tańca, poszukuje 3 instruktorów, ponieważ z tego co wiem, uprzedni nauczyciel zrezygnował. Prowadził 3 grupy jednocześnie i już mu się znudziło, dlatego postanowili rozdzielić grupy trzem osobom. Myślę, że to idealne zajęcie dla Rikera, Rossa i Rydel. Rocky mógłby uczyć dzieciaki gry na gitarze, natomiast Ryland będzie kontynuował naukę w tutejszym liceum. Co o tym sądzicie? - spytał gdy skończył mówić. Pomyślałem chwilę i uznałem, że to całkiem dobry pomysł. Znając życie leżałbym całymi dniami przed telewizorem, a tak będę robił coś co naprawdę lubię.
-Ja się zgadzam - odpowiedziałem patrząc na Rydel i Rossa, oczekując ich decyzji. Rodzeństwo popatrzyło na siebie.
-My też - odpowiedział krótko Ross.
-Doskonale! A ty Rocky? Chcesz zająć się uczeniem dzieciaków?
-W sumie czemu nie, i tak nie mam nic innego, lepszego do roboty.
-Czyli ustalone! W takim razie ja idę na zakupy, bo lodówka świeci pustkami - rzekła mama podnosząc się z kanapy.
-Ooo...ja ci pomogę - krzyknęła ochoczo Rydel.
-A ja od razu przejadę się do tego studia. Powiedzcie mi, daleko to jest?
-Nie, jakieś 15-20 minut stąd - odpowiedział ojciec rzucając mi kluczyki od auta i mrugając do mnie.
1h później
''15-20 minut stąd''- może i tak było, ale zanim znalazłem tę szkołę minęło sporo czasu. Krążyłem po całym niemalże mieście. Od naszego nowego miejsca zamieszkania do studia tanecznego był co najmniej 10 kilometrów. Po około godzinie stałem przed wejściem do studia. Nie był to jakiś drapacz chmur czy coś w tym stylu, tylko jeden z wielu zwykłych budynków ciągnących się wzdłuż ulicy.Wszedłem do środka i od razu uderzyłam mnie fala muzyki. Roznosiła się po całym budynku. Korytarz był dość długi i na końcu rozgałęział się w lewo i w prawo. Nie wiedziałem które drzwi mam wybrać, bo było ich dość sporo i na żadnych nie było tabliczki. Postanowiłem iść śladem muzyki, w końcu zajęcia były tam, gdzie słychać ją było najbardziej. Ruszyłem przed siebie. Muzyka stawała się coraz bardziej wyraźna w końcu skierowałem się w prawo i ujrzałem tylko jedne, masywne drzwi. Podszedłem do nich i po cichu wszedłem do środka aby nie przeszkadzać. Usiadłem na krześle pod ścianą i zacząłem obserwować grupę. Dziewczyny i chłopaki w wieku od 15 lat do co najwyżej 22 lat. Byli na prawdę dobrzy, mieli talent ale ich układ... MASAKRA. Nie sądzę, że jestem bardziej doświadczony, albo że jestem lepszym tancerzem, ale...Nagle muzyka ustała.
- Przepraszam, a pan kim jest? - odezwała się niska kobieta stojąca na środku sali, chyba instruktorka (jeśli można tak nazwać pulchną kobietę po czterdziestce) i powoli podeszła do mnie.
-Dzień dobry, nazywam się Riker Lynch i przyszedłem tu, bo widziałam ogłoszenie w gazecie z ofertą pracy.
-Czyli jest pan zainteresowany?
-Tak, jak najbardziej.
-Dobrze, może pan chwilę poczekać? Muszę zakończyć zajęcia.
-Pewnie, poczekam,
Kobieta oddaliła się. Podeszła do grupy i powiedziała że na dziś to wszystko i że zaprasza jutro. Dzieciaki zabrały swoje rzeczy i ruszyły do wyjścia.
-Zapraszam do mojego biura - usłyszałem głos za swoimi plecami.
Weszliśmy do małego pomieszczenia obok sali ćwiczeń. Kobieta usiadła za biurkiem, ruchem ręki wskazała krzesło i pozwoliła mi usiąść.
-Dobrze, ma pan jakieś referencje? - spytała.
-Jeśli pyta pani o to, czy kiedykolwiek byłem nauczycielem tańca to odpowiedź brzmi nie, ale od piątego roku życia tańczę i przez wiele lat należałem to grupy tanecznej.
-Hmmm... Imponujące. Nasz klub od dawna potrzebuje kogoś kto postawi to wszystko na nogi. Widzę, że pan mógłby być właściwą osobą, ma pan głowę na karku.
-Miło mi to słyszeć.
-W takim razie moje oferta jest taka: Będzie pan prowadził zajęcia z tymi dzieciakami z którymi ja miałam lekcje. Są to osoby od 16 do 22 lat. Zajęcia będą się odbywały w poniedziałki, środy i piątki, jeśli będzie potrzeba lub jeśli pan i dzieciaki będą chciały częściej się spotykać oczywiście nie ma problemu. Pana pensja to 10 dolarów za godzinę lekcji. Czy taka oferta panu odpowiada?
-Na dzień dzisiejszy i tak pewnie nie znajdę lepszej, więc wchodzę w to.
-Cieszę się bardzo. W takim razie podpisze pan ten papiery i możemy zaczynać za 2 dni, czyli w środę.
Podpisałem wszystko co dała mi moja nowa szefowa. Wstałem z krzesła i uścisnąłem dłoń kobiety. Jeszcze raz podziękowałem i wyszedłem z biura, potem znowu spacerek korytarzem i główne drzwi. Wyszedłem na zewnątrz. Przez ten czas kiedy byłem w budynku, na zewnątrz zrobiło się bardzo gorąco. Było co najmniej 25 stopni. Założyłem swoje okulary przeciwsłoneczne i ruszyłem autem z powrotem do domu. Słońce grzało niemiłosiernie. Nagle zobaczyłem samochód jadący w moją stronę. Rozpoznałem że to auto Rossa. Zatrzymało się na pustej ulicy, już za miastem, tuż obok mnie a brat siedzący za kierownicą rozpoczął rozmowę
-I jak spotkanie o pracę? - zapytał gdy otworzyłem okienko.
-Spoko. Mam tę robotę.
-To świetnie.
-A ty kiedy się tam wybierasz?
-Nie wiem, nie chce mi się za bardzo, ale wiem że muszę to zrobić bo potem będziecie po mnie skakać i dręczyć że jestem nierób czy coś w tym stylu.
-Przyznam ci, że masz rację. Rydel i mama posłałyby cię w zaświaty.
-Co racja to racja. Wracamy do domu, czy masz coś do załatwienia? - spytał Ross.
-Wracamy na chatę. A co ja niby miałbym tu to załatwienia, jesteśmy tu dopiero od 2 czy 3 dni.
-No to kierunek dom - krzyknął mój brat i z piskiem opon wyprzedził mnie gnając prosto do naszego apartamentu.
Po około 25 minutach byliśmy już przed posesją. Ross nie wjechał do garażu tylko zaparkował przy krawężniku.
Ross
Wysiadłem z wozu i postanowiłem obejrzeć jeszcze raz dom. W końcu nie wiem, co znajduje się po drugiej stronie. Trochę bolało mnie serce, że musieliśmy opuścić nasze rodzinne gniazdko, ale ten dom jest na prawdę świetny. Taki stylowy i bogato urządzony. Ruszyłem kamiennym chodniczkiem w stronę furtki oddzielającej część ogrodową od części przydomowej. Pchnąłem bramkę i moim oczom ukazał się ogród. Zielona trawa, wysokie drzewa, mnóstwo kolorowych kwiatów i niskich krzewów. Pięknie miejsce. Po lewo stała duża drewniana bujaczka, a za nią rosła rozłożysta akacja. W lewej części mieściła się altana z krzesłami, stołem i grillem a w części środkowej znajdowała się najlepsza rzecz z tego wszystkiego: basen. Jak ja kocham pływać! Ten ogród był rajem na ziemi. Nie dość, że posiadał basen to jeszcze był tak przytulny, że najchętniej bym z niego nie wychodził. Bogata roślinność oraz mnóstwo lampek oświetlających. Od tych zwisających od drzewa do drzewa po małe wbite w trawnik aż po te oświetlające część wyłożoną kostką. Już nie mogę się doczekać kiedy się ściemni i będę mógł rozłożyć się na leżaku i wypoczywać w świetle tych lampek oraz gwiazd.
-Ross, kochanie chodź na obiad - wyrwała mnie z rozmarzania mama, która od rana pozostawała w naszym nowym domu. Pomimo tego, że mieszkamy sami to czuję, że mamie trudno jest się z tym pogodzić. Przez tyle lat była z nami, a teraz musi mieszkać tylko z tatą.
-Już idę - odkrzyknąłem i pobiegłem w stronę drzwi tarasowych. Byłem tak głodny...Gdy wszedłem do jadalni, wszyscy siedzieli już przy stole. Mama właśnie niosła wazę z zupą kukurydzianą. Kiedy kobieta usiadła rozpoczęliśmy posiłek. Wszyscy jedli aż im się uszy trzęsły. Potem mama przyniosła jeszcze pieczonego indyka a na koniec deser - sernik nowojorski. Pycha! Dawno nie jadłem tak dobrego obiadu. Tak się najadłem, że ledwo wstałem od stołu. Poszedłem do swojego pokoju i zacząłem brzdąkać na gitarze. Czekałem na zmrok, już nie mogłem się doczekać. Może to wyglądało trochę dziecinnie, ale gwiazdy zawsze mnie zachwycały. Chodziłem z kąta w kąt nie wiedząc co ze sobą zrobić. Nudziło mi się. W końcu zwołałem chłopaków i poszliśmy do salonu grać na konsoli. Jak zwykle pokłóciliśmy się gdy wybieraliśmy grę. Graliśmy dobre 3 godziny i w końcu słońce zaszło. Wyszedłem do ogrodu, który wyglądał pięknie. Wszędzie tyle blasku. Jak mówiłem, rozłożyłem się na leżaku i zacząłem obserwować gwiazdy. Nagle przeszło mnie uczucie zimna. Spojrzałem na siebie i zobaczyłem, że jestem cały mokry. Okazało się, że te cielaki: Riker, Rocky i Ryland postanowili razem wskoczyć na bombę do basenu.
-No ej! Przez was jestem cały mokry! -krzyknąłem oburzony.
-Dobra, nie przesadzaj, nie jesteś z cukru, nie roztopisz się - odpowiedział mi Rocky.
-Ktoś musiał ochrzcić ten basen, no nie? - dodał Riker - A ty nie siedź tam tylko chodź do nas!
Nie miałem ochoty dziś na pływanie, wolałem poleżeć. Gdy nic nie odpowiedziałem znów zacząłem wpatrywać się w gwiazdy. Nie interesowało mnie nic i nikt, lecz to uczucie nie trwało długo. Poczułem jak ktoś podnosi mnie z leżaka. Byli to chłopacy, którzy nie dali za wygraną i siłą wrzucili mnie do wody a potem sami do niej wskoczyli.
-Myślałeś, że ci podarujemy? - rzucił sarkastycznie Ryland
Postanowiłem się wyluzować. Ochlapałem ich wodą i zacząłem zdejmować z siebie swoje ubrania. W końcu nie będę pływał w jeansach i koszuli. Potem dołączyła do nas Rydel i graliśmy w siatkówkę wodną. Do swoich pokoi rozeszliśmy się gdzieś koło 23:00. To był świetny dzień, już dawno się tak nie bawiłem. A jutro....jutro czeka mnie rozmowa o pracę.
____________________________________________________
Witam i od razu przepraszam za takie spóźnienie. Chyba 3 tygodnie nie było rozdziału, miałam masę nauki i nie miałam czasu na nic. Dopiero dziś usiadłam i dokończyłam ten rozdział. Wiem, na razie nic specjalnego się nie dzieje ale nie chcę tak szybko tego wszystkiego rozwijać, myślę że jak będę robić to stopniowo to będzie to lepiej wyglądało
Pozdrawiam :*
-Alex
Subskrybuj:
Posty (Atom)
