niedziela, 29 marca 2015
Rozdział 2
Ross
-No szybciej głąbie! - darłem się przez szybę samochodu. Jakiś facet przede mną stał choć miał zielone. No kurde, krzyczałem i ''klaksonowałem'', a do niego jak do ściany. Wkurzyłem się. Wysiadłem z auta i podszedłem do tego gościa. Co on se wyobraża?! Mam dziś rozmowę o pracę i jestem już spóźniony. Nie dość, że budzik nie zadzwonił to teraz to.
-Hej, kolego czy mógłbyś łaskawie ruszyć swoje cztery litery i w końcu odjechać? Od dawna masz zielone.
Facet, napakowany jak autobus do kościoła w niedzielę, nawet nie zwracał na mnie uwagi. Siedział wygodnie, na nosie miał przyciemniane okulary, a jedną rękę trzymał na kierownicy.
-Jakiś problem? - spytał po czasie.
-Czy możesz odjechać? Bardzo się śpieszę.
-To już nie mój problem. Trzeba było wstać wcześniej.
-Słuchaj ty no...
-Dobra, zjeżdżaj stąd dzieciaku - no facet był bezczelny.... -Czy nie dość jasno się wyraziłem? Mam to powtórzyć? - dodał, wysiadając z samochodu.
-Co ci zależy odjechać parę metrów i zaparkować na parkingu? - spytałem łagodnie, choć gotowało się we mnie.
-A może i zależy? - stanął przede mną. Napiął mięśnie i spojrzał na mnie z góry. Był ode mnie wyższy o głowę. Zdjąłem swoje okulary i spojrzałem na niego. Chodząca puszka sterydów.
-Dobra, David wracaj do auta. Daj spokój i odjedź po prostu - odezwał się kobiecy głos w samochodu. To pewnie jego dziewczyna. Koleś odwrócił się w jej stronę, potem spojrzał na mnie, wsiadł do wozu i w końcu odjechał. Ja wróciłem do swojego auta. Jechałem za nim przez chwilę, a potem wyprzedziłem go i przez szybę pokazałem mu środkowy palec. Frajer. Po 5 minutach byłem już pod studiem. Pędziłem jak szalony i dzięki temu spóźnienie zwiększyło się tylko do 20 minut. Wbiegłem do środka. Na wejściu wpadłem na Rikera.
-Ej, stary co tak pędzisz - spytał.
-Chłopie, jestem spóźniony. Jak ta kobitka mnie wysłucha to będzie jakiś cud. A ty co tutaj robisz?
-Miałem zacząć jutro, ale jutro jest jakiś turniej taneczny i sala będzie zajęta, więc Marie kazała dziś przyjść.
-Spoko, gdzie ją znajdę?
-Nie wiem, spytaj w recepcji.
-Jasne, powodzenia...połamania nóg - powiedziałem i ruszyłem szukać recepcji.
Riker
Szedłem korytarzem i grzebałem w telefonie. Nagle na kogoś wpadłem. Podniosłem oczy i zobaczyłem dziewczynę. Blondynkę, średniego wzrostu o ciemnych oczach. Przewróciła się na podłogę, a z jej torby wysypały się jakieś rzeczy. Zaczęła je zbierać. Szybko ukucnąłem i pomogłem jej w porządkach. Gdy na podłodze został tylko mały notes, chciałem go jej podać ale w tym momencie ona też za niego chwyciła. Nasze ręce się spotkały. Trwaliśmy tak przez niemal 2 sekundy potem spojrzałem na nią, a ona na mnie. Szybko odwróciła wzrok, widocznie speszyła się. Podałem jej rękę aby pomóc jej wstać. Podniosłem ją i zacząłem nerwowo wykręcać sobie palce. Czemu to robiłem??
-Przepraszam - wydukałem w końcu.
-Nic się nie stało. Mogłam patrzeć gdzie idę.
-Nie, to ja powinienem to robić a nie gapić się w telefon. Jeszcze raz przepraszam - powiedziałem i uśmiechnąłem się. - A tak w ogóle to Riker jestem.
-Livia - powiedziała dziewczyna. - To ty jesteś tym nowym instruktorem?
-Tak jakby, a ty chodzisz na te zajęcia które będę prowadził?
-Tak, właśnie tam.
-W takim razie chodźmy - rzekłem i znowu się uśmiechnąłem. Spojrzałem na nią i ruszyłem przed siebie. Gdy byliśmy przed drzwiami chwyciłem za klamkę, otworzyłem je i puściłem dziewczynę przodem. W środku byli już wszyscy. Na końcu sali znajdowała się scena, w końcu pomieszczenie było wielkie. Wszedłem na nią i zacząłem mówić.
-Cześć wszystkim. Ja jestem Riker. Riker Lynch i jestem waszym nowym instruktorem. Mam nadzieję, że polubimy się. Czy są jakieś pytania? (Cisza) W takim razie, pokażcie co potraficie - powiedziałem i zeskoczyłem ze sceny. Chłopak stojący najbliżej odtwarzacza puścił piosenkę ''Killa'' w wykonaniu Cherish. Zaczęły dziewczyny. Spokojnie, potem bardziej dynamicznie. Wkroczyli chłopacy. Byli świetni. Dziewczyny niesamowicie się ruszały, te kocie ruchy, ta zmysłowość, a chłopaki...Wszystko co możliwe: Baby Freeze, Skorpiony, Backspiny, stanie na głowie....kurde no wszystko co możliwe, nawet ja tego nie umiem. Przyglądałem się i nie mogłem się napatrzeć. Ale to tyczyło się tylko ich ruchów bo reszta...
-Ruszacie się nieziemsko, ale ten układ jest....wiecie co mam na myśli. Stać was na więcej. Potraficie bardzo dużo, macie wielkie możliwości i trzeba to wykorzystać.
-Co pan ma na myśli? - spytała dziewczyna w szarej bluzie, czarnych dresach i niebieskiej czapce.
-Po pierwsze: nie żaden pan tylko Riker, tylko mówcie mi po imieniu, a po drugie: trzeba ułożyć lepszy układ. Bardziej dostosowany pod wasze umiejętności. Coś w czym będziecie się czuli wolni a nie jak ogórki w słoiku.
-Gada mądrze - rzucił ktoś z tyłu, a reszta zaczęła kiwać głowami na znak aprobaty. -W końcu od kiedy odszedł Stewart, zajęcia prowadziła Marie, ale nie oszukujmy się, to kobietka po czterdziestce.
-No to pokaż kowboju co potrafisz, czy w ogóle nadajesz się na naszego nauczyciela, bo możesz za nami nie nadążyć - powiedziała Livia i zaczepnie uśmiechnęła się. Po sali rozniosło się głośnie ''Ouuuu''. Zaśmiałem się. Puściłem muzykę i zacząłem pokaz. Postanowiłem dać z siebie wszystko. Kiedy skończyłem, otrzymałem gromkie brawa. Niektórzy gwizdali inni komplementowali, ale mnie najbardziej interesowała reakcja Livii. Rozejrzałem się po sali. Zobaczyłem ją siedzącą na podłodze. Opierała się o lustra na ścianie. Spoglądała na mnie spode łba i uśmiechała się ironicznie. Pewnie nie spodziewała się tego po mnie. Jaka ona jest tajemnicza...Przez resztę spotkania omawialiśmy nowy układ, ja pokazywałem im kroki, oni mi i tak składaliśmy to po kolei w całość. Na koniec mieliśmy już całkiem niezły kawałek układu, ale nadal wymagał on dopracowania.
-No dobra młodzieży, na dziś to już koniec. Zapraszam w piątek.
-A może moglibyśmy spotykać się częściej? - spytała ta sama dziewczyna w niebieskiej czapce
-Częściej czyli jak często?
-Najlepiej codziennie - odpowiedział chłopak stojący najbliżej mnie.
-No wiecie... dopiero za nami pierwsza lekcja, nie znamy się zbyt długo, nawet nie znam waszych imion zbyt dobrze
-Oj, nie gadaj tyle...Nie daj się prosić - znów odezwała się dziewczyna - Ja jestem Keri.
-No dobrze, pójdę dziś do Marie i spytam się o to, ale nic nie obiecuję. A teraz zjeżdżać do domu - powiedziałem i uśmiechnąłem się szeroko. Dzieciaki zabrały rzeczy i wszyły.
**w tym samym czasie, gabinet Marie**
Ross
-Jeszcze raz bardzo, ale to bardzo przepraszam za spóźnienie. Mieszkam w Nowym Yorku dopiero kilka dni i jeszcze nie znam za bardzo tego miasta. Na dodatek nie zadzwonił mi budzik a potem jakiś typ blokował drogę.
-Dobrze, już dobrze. Przeprosiny przyjęte, rozumiem pana, panie Lynch. Czyli ustalone. Zajęcia z osobami od 25 do 50 roku życia, taniec towarzyski w każde czwartki i wtorki stawka 10 dolarów za godzinę.
-Tak, jestem bardzo zadowolony, że dostałem tę pracę. Dziękuję pani bardzo.
-Mam nadzieję, że jesteś podobny do brata i też masz głowę na karku.
-Możliwe, że tak - uśmiechnąłem się i podałem kobiecie dłoń na pożegnanie. Ona ją uścisnęła a ja jeszcze złożyłem na niej całusa. Byłem tak wdzięczny że mnie przyjęła...W tym momencie wpadł Riker.
-Przepraszam, że przeszkadzam, mam ważną sprawę. Widzę, że ma pani gościa, to ja poczekam na korytarzu.
-Nie, wejdź Riker, ja już wychodzę - powiedziałem szybko. - Jeszcze raz dziękuję. Do widzenia!
-Do widzenia Ross.
Riker
Usiadłem na fotelu i przedstawiłem Marie sytuację. Kobieta pomyślała i po chwili powiedziała, że się zgadza.
-Wie pani, jestem szczerze zaskoczony że już po pierwszej lekcji otrzymałem taką propozycję. Martwiłem się, że mnie nie polubią a tu takie coś. Jestem mile zaskoczony.
-To dobre, miłe dzieciaki. Większość z nich ma trudną sytuację w domu. A to ojciec alkoholik, a to matka, która nie interesuje się dziećmi. Każde z nich ma inną historię. Każe z nich zostało dotknięte przez los i każde z nich musiało szybko dorosnąć. Czasami myślę, że oni bardziej wiedzą jak poradzić sobie w życiu niż ja, chociaż żyję dłużej od nich. Podziwiam ich za tą siłę i determinację. To niezwykłe dzieciaki, na prawdę.
-Też to zauważyłem. Czuję, że to miejsce i to wszytko co teraz się dzieje zmieni moje życie - powiedziałem i wstałem z fotela. Już wychodziłem gdy Marie jeszcze się spytała:
- Przyjdziesz jutro na turniej tańca towarzyskiego?
-Nie wiem, może się skuszę jeśli nie będę miał nic lepszego do roboty.
-Przyjdź, zobaczysz będzie świetna zabawa.
Uśmiechnąłem się i wyszedłem. Opuściłem budynek. Przy krawężniku czekał na mnie Ross. Wsiadłem do auta i pojechaliśmy do domu. Przez całą drogę myślałem o Livii, która swoją tajemniczością zwróciła moją uwagę.
________________________________________________________________________
Hej, hej, hej!!! No to dziś mała niespodzianka, w postaci wcześniej dodanego rozdziału. Jakoś ''natkło'' mnie coś i napisałam. Mam nadzieję że podoba się Wam blog i że czytacie. Chciałam podziękować Sisi Marano, której komentarz pod ostatnim rozdziałem dał mi siłę do napisania kolejnego rozdziału. To pierwszy komentarz, nie licząc tych od mojej przyjaciółki, na blogu. Cieszę się, że w końcu ktoś tu zajrzał. Zostawiajcie komentarze ;)
Miłego wieczoru (tak, jest 23:36 i wieczór...)
Do usłyszenia w niedzielę :*
-Alex
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Mega rozdział *.* Dopiero trafiłam na tego bloga, ale na pewno bede czytać :*
OdpowiedzUsuńZapraszam do siebie http://r5-laura-forever.blogspot.com/ :)