Riker
Po wczorajszej niespodziance, w postaci nowego domu rodzice zwołali naradę rodzinną. Po śniadaniu wszyscy zebraliśmy się w salonie, a wtedy tata zaczął przemowę, jeśli tak to można nazwać.
-Słuchajcie dzieciaki, skoro jak na razie mieszkacie tu, sami to wy musicie się czymś zająć, abyście mieli z czego żyć.
-A czym dokładnie? - spytał Ross.
-Mam na myśli pracę. Nie chodzi mi i to abyście robili coś niesamowicie trudnego, ale coś co sprawia wam przyjemność. Możecie robić coś co lubicie. Ostatnio widziałem w gazecie ogłoszenie. Tutejsza szkoła tańca, poszukuje 3 instruktorów, ponieważ z tego co wiem, uprzedni nauczyciel zrezygnował. Prowadził 3 grupy jednocześnie i już mu się znudziło, dlatego postanowili rozdzielić grupy trzem osobom. Myślę, że to idealne zajęcie dla Rikera, Rossa i Rydel. Rocky mógłby uczyć dzieciaki gry na gitarze, natomiast Ryland będzie kontynuował naukę w tutejszym liceum. Co o tym sądzicie? - spytał gdy skończył mówić. Pomyślałem chwilę i uznałem, że to całkiem dobry pomysł. Znając życie leżałbym całymi dniami przed telewizorem, a tak będę robił coś co naprawdę lubię.
-Ja się zgadzam - odpowiedziałem patrząc na Rydel i Rossa, oczekując ich decyzji. Rodzeństwo popatrzyło na siebie.
-My też - odpowiedział krótko Ross.
-Doskonale! A ty Rocky? Chcesz zająć się uczeniem dzieciaków?
-W sumie czemu nie, i tak nie mam nic innego, lepszego do roboty.
-Czyli ustalone! W takim razie ja idę na zakupy, bo lodówka świeci pustkami - rzekła mama podnosząc się z kanapy.
-Ooo...ja ci pomogę - krzyknęła ochoczo Rydel.
-A ja od razu przejadę się do tego studia. Powiedzcie mi, daleko to jest?
-Nie, jakieś 15-20 minut stąd - odpowiedział ojciec rzucając mi kluczyki od auta i mrugając do mnie.
1h później
''15-20 minut stąd''- może i tak było, ale zanim znalazłem tę szkołę minęło sporo czasu. Krążyłem po całym niemalże mieście. Od naszego nowego miejsca
zamieszkania do studia tanecznego był co najmniej 10 kilometrów. Po około godzinie stałem
przed wejściem do studia. Nie był to jakiś drapacz chmur czy coś w tym
stylu, tylko jeden z wielu zwykłych budynków ciągnących się wzdłuż
ulicy.Wszedłem do środka i od razu uderzyłam mnie fala muzyki. Roznosiła
się po całym budynku. Korytarz był dość długi i na końcu rozgałęział
się w lewo i w prawo. Nie wiedziałem które drzwi mam wybrać, bo było ich
dość sporo i na żadnych nie było tabliczki. Postanowiłem iść śladem
muzyki, w końcu zajęcia były tam, gdzie słychać ją było najbardziej.
Ruszyłem przed siebie. Muzyka stawała się coraz bardziej wyraźna w końcu
skierowałem się w prawo i ujrzałem tylko jedne, masywne drzwi.
Podszedłem do nich i po cichu wszedłem do środka aby nie przeszkadzać.
Usiadłem na krześle pod ścianą i zacząłem obserwować grupę. Dziewczyny i
chłopaki w wieku od 15 lat do co najwyżej 22 lat. Byli na prawdę dobrzy,
mieli talent ale ich układ... MASAKRA. Nie sądzę, że jestem bardziej
doświadczony, albo że jestem lepszym tancerzem, ale...Nagle muzyka ustała.
- Przepraszam, a pan kim jest? - odezwała się niska kobieta stojąca na środku sali,
chyba instruktorka (jeśli można tak nazwać pulchną kobietę po czterdziestce) i
powoli podeszła do mnie.
-Dzień dobry, nazywam się Riker Lynch i przyszedłem tu, bo widziałam ogłoszenie w gazecie z ofertą pracy.
-Czyli jest pan zainteresowany?
-Tak, jak najbardziej.
-Dobrze, może pan chwilę poczekać? Muszę zakończyć zajęcia.
-Pewnie, poczekam,
Kobieta
oddaliła się. Podeszła do grupy i powiedziała że na dziś to wszystko i
że zaprasza jutro. Dzieciaki zabrały swoje rzeczy i ruszyły do wyjścia.
-Zapraszam do mojego biura - usłyszałem głos za swoimi plecami.
Weszliśmy
do małego pomieszczenia obok sali ćwiczeń. Kobieta usiadła za biurkiem,
ruchem ręki wskazała krzesło i pozwoliła mi usiąść.
-Dobrze, ma pan jakieś referencje? - spytała.
-Jeśli
pyta pani o to, czy kiedykolwiek byłem nauczycielem tańca to odpowiedź
brzmi nie, ale od piątego roku życia tańczę i przez wiele lat należałem
to grupy tanecznej.
-Hmmm...
Imponujące. Nasz klub od dawna potrzebuje kogoś kto postawi to wszystko
na nogi. Widzę, że pan mógłby być właściwą osobą, ma pan głowę na
karku.
-Miło mi to słyszeć.
-W
takim razie moje oferta jest taka: Będzie pan prowadził zajęcia z tymi
dzieciakami z którymi ja miałam lekcje. Są to osoby od 16 do 22 lat.
Zajęcia będą się odbywały w poniedziałki, środy i piątki, jeśli będzie
potrzeba lub jeśli pan i dzieciaki będą chciały częściej się spotykać
oczywiście nie ma problemu. Pana pensja to 10 dolarów za godzinę lekcji.
Czy taka oferta panu odpowiada?
-Na dzień dzisiejszy i tak pewnie nie znajdę lepszej, więc wchodzę w to.
-Cieszę się bardzo. W takim razie podpisze pan ten papiery i możemy zaczynać za 2 dni, czyli w środę.
Podpisałem wszystko co dała mi moja nowa szefowa. Wstałem z krzesła i uścisnąłem dłoń kobiety. Jeszcze raz
podziękowałem i wyszedłem z biura, potem znowu spacerek korytarzem i
główne drzwi. Wyszedłem na zewnątrz. Przez ten czas kiedy byłem w
budynku, na zewnątrz zrobiło się bardzo gorąco. Było co najmniej 25
stopni. Założyłem swoje okulary przeciwsłoneczne i ruszyłem autem z powrotem do domu. Słońce grzało niemiłosiernie. Nagle zobaczyłem samochód jadący w
moją stronę. Rozpoznałem że to auto Rossa. Zatrzymało się na pustej ulicy, już za miastem, tuż obok mnie
a brat siedzący za kierownicą rozpoczął rozmowę
-I jak spotkanie o pracę? - zapytał gdy otworzyłem okienko.
-Spoko. Mam tę robotę.
-To świetnie.
-A ty kiedy się tam wybierasz?
-Nie
wiem, nie chce mi się za bardzo, ale wiem że muszę to zrobić bo potem
będziecie po mnie skakać i dręczyć że jestem nierób czy coś w tym stylu.
-Przyznam ci, że masz rację. Rydel i mama posłałyby cię w zaświaty.
-Co racja to racja. Wracamy do domu, czy masz coś do załatwienia? - spytał Ross.
-Wracamy na chatę. A co ja niby miałbym tu to załatwienia, jesteśmy tu dopiero od 2 czy 3 dni.
-No to kierunek dom - krzyknął mój brat i z piskiem opon wyprzedził mnie gnając prosto do naszego apartamentu.
Po około 25 minutach byliśmy już przed posesją. Ross nie wjechał do garażu tylko zaparkował przy krawężniku.
Ross
Wysiadłem
z wozu i postanowiłem obejrzeć jeszcze raz dom. W końcu nie wiem, co
znajduje się po drugiej stronie. Trochę bolało mnie serce, że musieliśmy
opuścić nasze rodzinne gniazdko, ale ten dom jest na prawdę świetny.
Taki stylowy i bogato urządzony. Ruszyłem kamiennym chodniczkiem w
stronę furtki oddzielającej część ogrodową od części przydomowej.
Pchnąłem bramkę i moim oczom ukazał się ogród. Zielona trawa, wysokie
drzewa, mnóstwo kolorowych kwiatów i niskich krzewów. Pięknie miejsce.
Po lewo stała duża drewniana bujaczka, a za nią rosła rozłożysta akacja.
W lewej części mieściła się altana z krzesłami, stołem i grillem a w
części środkowej znajdowała się najlepsza rzecz z tego wszystkiego:
basen. Jak ja kocham pływać! Ten ogród był rajem na ziemi. Nie dość, że
posiadał basen to jeszcze był tak przytulny, że najchętniej bym z niego
nie wychodził. Bogata roślinność oraz mnóstwo lampek oświetlających. Od
tych zwisających od drzewa do drzewa po małe wbite w trawnik aż po te
oświetlające część wyłożoną kostką. Już nie mogę się doczekać kiedy się
ściemni i będę mógł rozłożyć się na leżaku i wypoczywać w świetle tych
lampek oraz gwiazd.
-Ross, kochanie chodź na obiad - wyrwała mnie z rozmarzania mama, która od rana pozostawała w naszym nowym domu. Pomimo tego, że mieszkamy sami to czuję, że mamie trudno jest się z tym pogodzić. Przez tyle lat była z nami, a teraz musi mieszkać tylko z tatą.
-Już
idę - odkrzyknąłem i pobiegłem w stronę drzwi tarasowych. Byłem tak
głodny...Gdy wszedłem do jadalni, wszyscy siedzieli już przy stole.
Mama właśnie niosła wazę z zupą kukurydzianą. Kiedy kobieta usiadła rozpoczęliśmy posiłek. Wszyscy jedli aż im się uszy trzęsły. Potem mama
przyniosła jeszcze pieczonego indyka a na koniec deser - sernik
nowojorski. Pycha! Dawno nie jadłem tak dobrego obiadu. Tak się
najadłem, że ledwo wstałem od stołu. Poszedłem do swojego pokoju i
zacząłem brzdąkać na gitarze. Czekałem na zmrok, już nie mogłem się
doczekać. Może to wyglądało trochę dziecinnie, ale gwiazdy zawsze mnie zachwycały. Chodziłem z kąta w kąt nie
wiedząc co ze sobą zrobić. Nudziło mi się. W końcu zwołałem chłopaków i
poszliśmy do salonu grać na konsoli. Jak zwykle pokłóciliśmy się gdy
wybieraliśmy grę. Graliśmy dobre 3 godziny i w końcu słońce zaszło.
Wyszedłem do ogrodu, który wyglądał pięknie. Wszędzie tyle blasku. Jak
mówiłem, rozłożyłem się na leżaku i zacząłem obserwować gwiazdy. Nagle
przeszło mnie uczucie zimna. Spojrzałem na siebie i zobaczyłem, że
jestem cały mokry. Okazało się, że te cielaki: Riker, Rocky i
Ryland postanowili razem wskoczyć na bombę do basenu.
-No ej! Przez was jestem cały mokry! -krzyknąłem oburzony.
-Dobra, nie przesadzaj, nie jesteś z cukru, nie roztopisz się - odpowiedział mi Rocky.
-Ktoś musiał ochrzcić ten basen, no nie? - dodał Riker - A ty nie siedź tam tylko chodź do nas!
Nie
miałem ochoty dziś na pływanie, wolałem poleżeć. Gdy nic nie
odpowiedziałem znów zacząłem wpatrywać się w gwiazdy. Nie interesowało mnie nic i nikt, lecz to uczucie nie trwało długo. Poczułem jak ktoś podnosi mnie z
leżaka. Byli to chłopacy, którzy nie dali za wygraną i siłą wrzucili
mnie do wody a potem sami do niej wskoczyli.
-Myślałeś, że ci podarujemy? - rzucił sarkastycznie Ryland
Postanowiłem
się wyluzować. Ochlapałem ich wodą i zacząłem zdejmować z siebie swoje
ubrania. W końcu nie będę pływał w jeansach i koszuli. Potem dołączyła
do nas Rydel i graliśmy w siatkówkę wodną. Do swoich pokoi rozeszliśmy
się gdzieś koło 23:00. To był świetny dzień, już dawno się tak nie
bawiłem. A jutro....jutro czeka mnie rozmowa o pracę.
____________________________________________________
Witam
i od razu przepraszam za takie spóźnienie. Chyba 3 tygodnie nie było
rozdziału, miałam masę nauki i nie miałam czasu na nic. Dopiero dziś
usiadłam i dokończyłam ten rozdział. Wiem, na razie nic specjalnego się
nie dzieje ale nie chcę tak szybko tego wszystkiego rozwijać, myślę że
jak będę robić to stopniowo to będzie to lepiej wyglądało
Pozdrawiam :*
-Alex

Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńNo to co, Olu? Wszystkiego najlepszego i takie tam XD Masz świetnego bloga, i przy okazji nominację do LBA :D Szczegóły tutaj: http://percyandclarisse.blogspot.com/p/lba.html
OdpowiedzUsuń